Tunezja, Sahara – gdzie wielbłąd mówi dobranoc!

/ Po opuszczeniu górskiej oazy jedziemy dżipem w głąb Sahary – jeszcze kawałek zapiaszczoną szosą i zaczyna się jazda po bezdrożach. Wjeżdżamy na potężną wydmę i na jej szczycie otwiera się przed nami wspaniały widok: wioska zamknięta w koło z kopulastymi domkami, niczym babki ulepione z piasku. To plener filmowy, pozostawiony przez Georga Lucasa po zrealizowaniu „Gwiezdnych wojen”. Potrzebował on typowej piaszczystej pustyni i tu ją znalazł, kilkadziesiąt kilometrów od Nefty. Przyodziewamy się obowiązkowo w beduińskie kreacje, nikt nie protestuje, bo to wielka frajda i rozpoczyna się przejażdżka na wielbłądach, przecudny spacer w kontakcie z tymi wspaniałymi zwierzętami. Sahara wyzwala w człowieku różne odczucia, ale prym wśród nich wiedzie bezkres. To jest swego rodzaju doświadczenie duchowe i od razu w człowieku drga filozoficzna nuta, po głowie krążą myśli o naturze egzystencjalnej. /

ஆܓ

Z jednej strony szum morza, a z drugiej pustynia,
gdzieś pomiędzy tym Atlas i cudna natura.
Przed nami niezwykły dzień, magiczna wyprawa,
swoją duszę wprost dla nas otwiera Sahara.

I tak, jak przed wiekami, wielkie karawany
ogniście przemierzały piaskową krainę,
tak my do niej kroczymy z ogromną brawurą,
bo en face przypomina anielską dolinę.

Oaza już zostaje w dali za górami,
a my pędzimy dżipem prosto w głąb pustyni,
jeszcze chwilę suniemy po piaszczystej szosie,
tuż potem po bezdrożach, niczym Beduini.

To dopiero początek wielkiej eskapady,
bo mocny rollercoaster mamy po minucie,
szofer niczym rajdowiec tratuje tę przestrzeń,
i każdy z nas niejedno ma w sercu ukłucie.

Wlatujemy na wydmę i na tej wyżynie
otwiera się przed nami piękna okolica,
wioska zamknięta w koło z obłymi domkami,
to jak babeczki z piasku, stworzona stanica.

Niegdyś plener filmowy imć Georga Lucasa,
który tutaj dopełnił swoją ważną decyzję,
i wskrzesił bujną wioskę na tejże pustyni,
to była jego misja, odziana w precyzję.

W tak niecodziennym miejscu wzrosły „Gwiezdne wojny”,
krok od pustynnej Nefty, na wielkiej przestrzeni,
która wciąż przypomina widok księżycowy
i żadna ludzka siła nie wyrwie korzeni.

Opuszczamy tę wioskę w niezwykłym nastroju,
bo łagodne wielbłądy już są w gotowości.
Przesiadamy się na nie, to wielka atrakcja,
i zaczyna się spacer w czarownej miłości.

Jak nie kochać takiego drogiego stworzenia,
co patrzy na człowieka ufnymi oczami,
tkwi przy nim jak przyjaciel, nie żąda niczego,
jakby przez wieki żyło w zgodzie z Aniołami.

Sahara wyzwala w nas przeróżne odczucia,
ale bezkres bezwładnie ogarnia myślenie.
i od razu w duszy drga refleksyjna nuta,
to jest swego rodzaju duchowe doznanie.

ஆܓ

Autor

T.M.T

Według horoskopu celtyckiego jestem Jaśminem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 1 a 14 maja… / Zgodnie z horoskopem Majów jestem Szafirem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 23 kwietnia a 12 maja… Jestem numerologiczną Trójką. Według horoskopu solarnego, kto urodził się dnia 7 maja, nie sprzeniewierza się swym ideałom…

Jeden komentarz do “Tunezja, Sahara – gdzie wielbłąd mówi dobranoc!”

  1. Witaj Tamarko…
    Tunezja, Sahara, gdzie wielbłąd mówi dobranoc…
    Piękny tytuł do wiersza o bezkresach pustynnych.
    Zwiedzamy to miejsce jadąc dżipem, gdyż innego środka lokomocji na ten czas
    brak.
    Podziwiamy oazę i zachwycamy się wioską stworzoną do potrzeb
    filmu ” Gwiezdne wojny”.
    Dziękuję Tamarko za następny efekt Twojego talentu…
    Dobrego dnia życzę….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.