Lekko gorzka pomarańcza…

Biegnę gryząc pomarańczę, ziemia pod nogami tańczy…
/ Tadeusz Woźniak /

Kolejny raz pojawiła się w tym magicznym miejscu… Uwielbia je! Szarość zwykłego dnia zawsze ją przytłacza, smętnie długie godziny nie dla niej, zbyt przygnębiają, więc korzysta z takich niezwykłych chwil, gdy tylko się nadarzą, a los jest ostatnio dla niej szczodry. Długą, męczącą podróż zawsze rekompensują jej przemiłe spotkania poetyckie. Jest nimi zauroczona i gotowa poświęcić dla nich wiele. Nieważne jest dla niej zmęczenia, liczą się tylko wspaniałe przeżycia, chwile nie do podrobienia. Tak uważa od momentu, gdy w uroczym, prastarym grodzie pojawiła się po raz pierwszy, w nieskazitelnym białym miejscu niezapomnianej magii…
Tym razem zapowiadało się wyjątkowo ciekawie…

Oprawa muzyczna to jest to, co zawsze uwielbia, podobnie jak poetyckie strofy w doskonałym wykonaniu. I nastał ten niezwykły wieczór… Powitanie za powitaniem, kolejne wyjątkowe osoby poznane… Poeci, literaturoznawcy, teatrolodzy… profesje, zamiłowania niecodzienne i tak podobne do jej, dlatego tu bywa, bo to dla niej miejsce wprost odrealnione, nasycone niepowtarzalnymi emocjami, świat jak z innej galaktyki, ale że tak od pierwszego spotkania, od powitania można kogoś polubić… Usiadł koło niej, rozmawiali, żartowali, zachwycali się tym przeuroczym poetycko – muzycznym spektaklem z udziałem niepowtarzalnej Niezależnej Grupy Teatralnej „Porfirion” w tych samych momentach… „Anioł”, „Noc paryska”, „Zwariowałam”, „Paryska miłość”, „Donoszę ci, że…” , dźwięki przeszywające umysł i serce, a słowa wdzierające się do duszy z siłą groźnej natury! To znów wręcz przekorne, żartobliwe, ale bardzo wymowne: „Powiedz chłopie” czy „Whisky”. Takich melodii mogłaby słuchać każdego dnia bez końca, a w tej niepowtarzalnej scenerii, gdzie w powietrzu niewidzialnie unosiły się serdeczność, życzliwość z subtelnym aromatem pomarańczy, brzmiały one niemożliwie urzekająco. Było przemiło, czarująco, jak może być tylko we śnie i to nie zawsze… Nie prosiła losu o takie anielskie chwile, a jednak odgadł jej upodobania bez zbędnych podpowiedzi. Przecież niezwykle rzadko można spotkać drugą osobę o tak podobnym spojrzeniu na świat, niemal identycznym poczuciu humoru. To tak jakby człowiek został uszyty na miarę przez najlepszego krawca, wykrojony z tej samej materii i poprzeszywany w tych samych miejscach, w jednych delikatnie, z wyjątkową precyzją, to znów w innych nieco grubszą nicią…
Lecz Czas, jak to Czas, zły krawiec tak pod nosem fuknie
„To sprzedane, do nieba – cała sztuka –
szczęśliwy, kto ten skrawek widział –
niech większego szczęścia nie szuka
– To rzekłszy, schował prędko próbę do szuflady
a mnie pokazał sukno barwy – czekolady…
/ Maria Pawlikowska-Jasnorzewska /
Ten krawiec był jednak niezwykle dokładny, prawdziwy mistrz w swoim rzemiośle i zdarzyło się, jak w pięknej powieści… Na koniec dopiero co poznany człowiek, przy którym czuła się, jakby się znali od lat, podarował jej swój tomik poezji – prawdziwy rarytas wraz wizytówką i wówczas to dowiedziała się, że jest księdzem i wspaniałym poetą… No, tak, przecież Jan Twardowski też był księdzem, a jakim cudownym człowiekiem i fantastycznym, niezapomnianym poetą!
Zaaferowana tymi myślami i główną bohaterką wieczoru, przemiłą poetką, zostawiła gdzieś ten podarowany tomik, wraz z drugim z piękną dedykacją od najważniejszej bohaterki wieczoru… Jak mogło to się stać, skoro z takimi perłami nie rozstaje się, bo są dla niej wprost bezcenne! To lekkie jak puch pomarańczowe piórko, umieszczone w tomiku i przemili ich autorzy będą śnić się jej po nocach, będzie rozmyślać, jak odzyskać, jak odszukać pośród codziennych szarości ten słoneczny, pomarańczowy kolor, towarzyszący tak wymownie każdemu detalowi tego wyjątkowego spotkania. A przecież było tak cudnie w tej pomarańczowej poświacie… Teraz te wyśmienite, refleksyjne, wymowne wiersze czyta jedynie w internecie, słucha ze wzruszeniem Porfirionu, ale przecież, może jeszcze nie wszystko stracone…

/ 18 maja 2015 /

Autor

T.M.T

Według horoskopu celtyckiego jestem Jaśminem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 1 a 14 maja… / Zgodnie z horoskopem Majów jestem Szafirem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 23 kwietnia a 12 maja… Jestem numerologiczną Trójką. Według horoskopu solarnego, kto urodził się dnia 7 maja, nie sprzeniewierza się swym ideałom…

2 komentarze do “Lekko gorzka pomarańcza…”

  1. Witaj Tamaruś…piękne opowiadanie…lekko gorzka pomarańcza…
    Jest w nim coś, co upatruję jako treść ostatnich Twoich dni, które mogłem dzięki Tobie zobaczyć…
    Były one pięknie uduchowione i Tyś była ich uczestnikiem w spotkaniach autorskich….
    Widziałem cudowne treści i wspaniałe obrazy kreślone Twoją ręką…
    Dziękuję Tamaruś za to, bowiem nastrój który wywołałaś mnie też się udzielił…
    Milutkiego popołudnia życzę…

  2. I to jest właśnie to co lubię najbardziej !
    To jakby takie … w czasie przerwane, ale w innym miejscu i w innym czasie, kontynuacja ” Znajomych z kościelnej ławki….” zagubili się gdzieś oboje ! A potem nastał inny czas i w inne miejsce rzucił Ją los i za górami, za morzami, gdzieś za Bosforem, w atmosferze pół-europejskiej, pół-azjatyckiej, a chyba jednak bliskowschodniej zdarzyła się „Ice cream z orchideą w tle…”. Czas mijał, zdarzały się piękne chwile pośród tych zwyczajnych, aż zdarzyła się znowu chwila, gdy poczuła żywsze bicie serca. Gdy fluidy oplotły Ją jak bluszcz, gdy poczuła teniec endorfin wokół siebie …. a może i w sobie ?
    Kiedyś przeczytałem takie powiedzenie ” ….nigdy nie przestawaj się uśmiechać, bowiem nigdy nie wiesz czy nie znajdzie się ktoś obok ciebie, kto zakocha się w twoim uśmiechu ….” i to zdanie tak bardzo utkwiło mi w pamięci. I tutaj, w Twoich opowiadanich Tamaro, znalazło swoje piękne potwierdzenie. Bo ja wiem Tamaro, znam nieco Jej duszę i wiem, że jest zawsze urocza, zawsze jest sobą. Szczęśliwa jest z tym co robi, kocha swoje zainteresowania i jest z nimi przeszczęśliwa. A do szczęśliwych ludzi lgną ludzie takiego szczęścia spragnieni. I niezmiernie piękne są takie chwile, gdy tak z niczego i bez widocznego na pierwszy rzut oka powodu, tak niespodziewanie …. serce bić szybciej zaczyna i puls przyśpiesza. I czujemy się wówczas …. tak lekko na duszy, takie chwile są i piękne i ekscytujące.
    I pięknie napisałaś Tamaro, powołując się na M. Pawlikowską – Jasnorzewską, że Czas …. czasami nam tylko pokazuje piękne chwile, pozwala nam w nich uczestniczyć…. ale zazwyczaj trwa to zbyt krótko, bo Czas wzorując się na tamtym sprzedawcy mówi : Niech bedzie szczęsliwa Ona, bo pokazałem Jej czym jest Niebo opiewane w pieśniach i wierszach …. i jak u Pawlikowskiej kolor czekolady zastąpił błękit nieba, tak tutaj …. czar i emanujący z poznanej przypadkowo osoby urok o zapachu pomarańczy zastąpił fakt, ze jego ubraniem nie smoking czy surdut a sutanna !
    Takie chwile są najpiękniejsze …. bo spadają na nas niespodzianie i na wiele dni i więcej jeszcze wieczorów żyja w nas, takim swoim zyciem, niejako z rozpędu, siłą bezwładności toczą się dalej. I wystarczy przymnknąc oczy aby wszystko miec z powrotem przed oczyma i … aby znowu poczuć zapach pomarańczy !
    A że zawsze, no prawie zawsze, w takich sytacjach pojawia sie niebawem ten kolor ” czekolady „…. to moze i lepiej ? Mamy co wspominać, o czym marzyć, do czego ( kogo ) się odwoływać . Nasza wyobraźnia ponownie opanowana przez fluidy, nadaje dalszy ciąg temu …. co mogłoby być …. gdyby dalej było !
    Piękne opowiadanie ! Lubię takie ekscytujące chwile…. tylko u mnie ona mają delikatność kaczeńców i zapach maciejki. Ale przetrwały ! I czasami uruchamiają wyobraźnię.
    Pozdrawiam serdecznie …. poetko – marzycielko o pięknej duszy i wrażliwym sercu.
    Takie właśnie chwile… koloru już nie czekolady są w ponizszym klipie.

    https://youtu.be/NExQ-e7KNbY

    Może Ona, Tamaro, ta bohaterka Twojego pieknego opowiadania też kiedyś tam się znajdzie ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.