Srebrny pierścionek… na szczęście…

Srebrny pierścionek… na szczęście…

Gdy człowiek jest szczęśliwy, żyje w harmonii z samym sobą i swoim otoczeniem.

/  Oscar Wilde /

W blasku dnia pojawił się magiczny sen… Ona o nim nie śniła, nawet przez myśl jej to nie przeszło. Laura, tak jak już niejeden raz, wybrała się w podróż do niezbyt odległego miasta, gdzie umówiła się na kawę ze swoim wieloletnim przyjacielem. Niesamowicie lubiła takie swobodne eskapady, wędrówki po wąskich uliczkach Starego Miasta, parkach, gdzie można podziwiać piękną naturę. Czytaj dalej Srebrny pierścionek… na szczęście…

Lekko gorzka pomarańcza…

Biegnę gryząc pomarańczę, ziemia pod nogami tańczy…
/ Tadeusz Woźniak /

Kolejny raz pojawiła się w tym magicznym miejscu… Uwielbia je! Szarość zwykłego dnia zawsze ją przytłacza, smętnie długie godziny nie dla niej, zbyt przygnębiają, więc korzysta z takich niezwykłych chwil, gdy tylko się nadarzą, a los jest ostatnio dla niej szczodry. Długą, męczącą podróż zawsze rekompensują jej przemiłe spotkania poetyckie. Jest nimi zauroczona i gotowa poświęcić dla nich wiele. Nieważne jest dla niej zmęczenia, liczą się tylko wspaniałe przeżycia, chwile nie do podrobienia. Tak uważa od momentu, gdy w uroczym, prastarym grodzie pojawiła się po raz pierwszy, w nieskazitelnym białym miejscu niezapomnianej magii…
Tym razem zapowiadało się wyjątkowo ciekawie… Czytaj dalej Lekko gorzka pomarańcza…

Ice cream z orchideą w tle…

Nie zatrzymasz chwili tak, jak nie zamkniesz w dłoni kropli wody, choć drobny ślad na niej pozostanie… Będzie wysychać, aż zniknie zupełnie, a przecież wiele kropel ma moc drążenia skał… Nie zatrzymasz chwili, bo ulatuje jak wielobarwny motyl i powraca jedynie wspomnieniem… jakże silnym i obezwładniającym!
To był jej ostatni wieczór w Perle Słońca… Nie zapowiadał się nadzwyczajnie, ale ileż było już w tym magicznym mieście cudowności, które zawładnęły jej sercem… Czytaj dalej Ice cream z orchideą w tle…

Arbuzy nie zawsze są czerwone, ale zawsze smaczne…

Inna rzeczywistość kusi, pociąga ją od szeregu lat… Każda podróż dla niej to, oprócz wrażeń, wędrówka w głąb siebie… Obserwacje, doświadczenia, które przemieniają się w mnóstwo refleksji, o sobie, o świecie… Chęć poznawania różnych zakątków zawsze zmusza do wychylenia się poza bezpieczną przestrzeń, ale ona robi to z prawdziwą przyjemnością. Ucieka przed stagnacją, ale chyba zdecydowanie bardziej wyrusza po przygodę, wrażenia, naukę, aby zatopić się w medytacji… Ten wakacyjny wyjazd wciąż był niepewny… Problemy zdominowały całe jej życie, ale ogromna pomoc zaoferowana przez dorosłe Maleństwo, sprawiła, że nastał dzień, gdy pojawiała się w Perle Świata… Czytaj dalej Arbuzy nie zawsze są czerwone, ale zawsze smaczne…

Puzzle życia… kolory kolejnych dni…

––––===≡≡ ◊

Znajomi z kościelnej ławki… Ona…

Sobota,  Matki Boskiej Gromnicznej, już wieczór… Rozebrała choinkę, uprzątnęła inne świąteczne ozdoby, całe mnóstwo, bo tak najbardziej lubi od lat. Jutro znów niedziela… samotna, przecież nie pierwsza… Zastanawia się, do którego pójść kościoła…                  Św. Marcin, jej dawna, ulubiona parafia i obecna, św. Katarzyny, równie ukochana,             są niemal w tej samej odległości. Z tym drobnym dylematem kładzie się spać, w środku nocy, bo wcześniej kończyła pisać kolejną książkę… to jej pasja! Na wszelki wypadek ustawia budzik w telefonie na wcześniejszą porę, bo w „Marcinie” msza święta rozpoczyna się godzinę szybciej.

Niedzielny poranek, choć już nie taki wczesny… Decyzja podjęta, idzie tam, gdzie powinna i gdzie bywa najczęściej, czyli do kościoła św. Marcina, bo potem bezpośrednio do domu, nie ma nastroju do szwendanie się bez celu… już od dawna. W kościele jest kilka minut wcześniej i jak zwykle siada w ławce na samym końcu… dalej już się nie da! To przyzwyczajenie z jeszcze nieodległych czasów, gdy nosiła swojej bardzo ciężko chorej matce jedzenie. Zabierała do kościoła w dużej torebce, kładła ją pod tą najdalszą ławką, żeby nie rzucała się w oczy, a po mszy wędrowała do matki, karmiła ją, przebierała… Bardzo smutna historia, ale to nie o tym…

Usiadła, a zaraz po chwili rozpoczęło się wprowadzenie do mszy… przecież gospodarz powinien powitać gości, a proboszcz podąża tym śladem… Za moment… dech jej zaparło… na chwilę, na dłużej, tego sama nie wiedziała… Czytaj dalej Puzzle życia… kolory kolejnych dni…