„Balladyna” – historia ciemniejsza niż otchłań jaśnieje… / parodia /

● ● ● ________

Występują:

Balladyna

Alina

Matka

Kirkor

Wróżka – Skierkodyta

Wróżka I

Wróżka II

Wróżka III

Wróżka IV

Wróżka V

SCENA  I
Chata na wsi, na scenie stolik, komoda i 3 krzesła. Wchodzi matka, ubrana w roboczy fartuch, na głowie ma chustkę, rozkłada obrus, zastawę stołową.
Po chwili pojawia się  Balladyna- wysoka dziewczyna, elegancko  ubrana; na ramieniu przewieszona  torebka, w jednej ręce trzyma dużą torebkę, w drugiej telefon komórkowy; nieuprzejmym tonem kończy rozmowę telefoniczną.
Chwilę później Alina wjeżdża na deskorolce, potem przegląda gazetę. Siadają przy stole.

MATKA (mówi zmęczonym głosem):
Zakończony dzień pracy. Moja Balladyno, twoje rączki od trzymania komórki całkiem się rozpłyną. Już my jutro z Alinką w naszej firmie milionerów przyjmiemy, kontrakty zawrzemy na nasze specyjały. A ty, moje dzieciątko, skorzystaj z kąpieli i delektuj się Liptonem (gest z reklamy Liptona)

ALINA (mówi zdecydowanie):
Nie, nie, jutro odpoczywa matka,
a my z siostrzycą idziemy na żniwo.( staje przy oknie)

WRÓŻKA I ( zwraca się do Aliny ):

Gdy milczysz o gwiazdach,
choć wzrok twój w nich tonie
i w moich dłoniach
już dotykasz nieba —
szykuję kosz na gwiazdobranie,
takiego anioła mi trzeba…

BALLADYNA ( zrywa się z krzesła ):
Nie, nie, pójdę sama i tak muszę pobrać z bankomatu pieniądze, które u każdego wzbudzają żądze…

u mnie też… ogromne…

WRÓŻKA  II:

Czary mary…

żeby przyszły same jasne dni,
wieczory pełne nadziei,

poranki beztroskie,

a myśli były lekkie jak puch…

 

ALINA (widzi coś za oknem – podchodzi do parawanu, odsłania zasłonę – przerywa Wróżce):
Ktoś jedzie!
Ktoś między willami pomyka!
(Balladyna podchodzi do siostry)
Ach! Kto to? Co za bryka jedzie aleją…

Jak to pięknie złota między drzewami błyska.
Jakie stroje cudne,
a my wiedziemy życie takie nudne.
(słychać pukanie do drzwi – córki rzucają się do krzeseł, rozkładają na stole kosmetyki wyciągnięte z torebek, poprawiają fryzurę i makijaż)

MATKA (przestraszona, zdziwiona ):
Ktoś puka….Otwórz, Balladyno.
( następuje szybka wymiana zdań):

BALLADYNA:
Niech siostra otworzy…(maluje paznokcie) Lakier do paznokci Revlon schnie w 60 sekund (suszy paznokcie dmuchając, machając)

ALINA:
Gdzie mój grzebień, maskara? Podaj Maybeline.

MATKA:
(z rezygnacją w głosie podchodzi do drzwi)
No dobrze, ja otworzę.(patrzy przez dziurkę od klucza)
Jaki przystojny! Córki, szansa, szansa na sukces!

WRÓŻKA  III:

Zło czai się
stoi tuż za tobą
pragnie cię, ciągnie
już nie będziesz sobą

Wreszcie czas na
przeznaczenie twoje
otrzymana szansa i
zaklęć czarnych zwoje.

SCENA  II
(matka otwiera drzwi – rozlega się głośne skrzypienie; wchodzi Kirkor -wysoki, ubrany w skórzaną kurtkę obwieszoną srebrnymi łańcuchami; mówi śmiało, zdecydowanie, przybył przecież na podbój)

KIRKOR:
Proszę wybaczyć, ale (zawiesza głos, widząc trzy kobiety)… silnik się zepsuł.

MATKA (zaprasza gestem do stołu):
Proszę, proszę przy stole usiąść. Napije się pan czegoś? Może kawy, kawy „Gajos”?

BALLADYNA (oburzona):
Co ty matko pleciesz, Pedros, Pedros przecież.(uśmiecha się w stronę Kirkora)

KIRKOR (siada):
Tak, chętnie. Nazywam się Kirkor.

MATKA (przedstawia córki):
To moje córeczki, drogi panie. Ta starsza to Balladyna,(wylewnie podaje rękę do pocałowania), a młodsza Alina- także jak anioł ( dyga)
(słychać muzykę)

KIRKOR (rozmarzony):
Ach! Tu znajdę moją różę. Prawdę wróżyłeś pustelniku stary.
Gdzie okienkami dwie różyczki błysną (zawiesza głos)…..Dwie? Trzy róże tu widzę…

WRÓŻKA  IV:

Powietrze aniołów pełne,
a ich przejrzysty trzepot
jest jak natchnione ciepło
nad ognia złotą wełną.
Biały pył? Jasny potok?
promień ścieżek jak złoto
na skrzydłach? Na ramionach?
Kim mi jesteś? Kim jesteś?
Obłok snu purpurowy.
Cień przenika powietrze,
idzie zimą i przeczy
puszystej rzeźbie głowy.
Smutek to czy czekanie?
Pośród organów blasku
jak dymu smukłe laski
lub słupy srebrnych puchów-
-bąki grających duchów.
Ile muzyki ciepłej!
Kim mi jesteś? Kim jesteś?
Utrwalony powietrzem
ptaku białego pyłu-
kim mi jesteś, czym jesteś
pół – ptak, a – pół miłość.

KIRKOR (zrywa się z krzesła, kieruje słowa w stronę matki) :

Słuchajcie, matko! Na świat wyjechałem szukać bogatej i ładnej żony. Dalej nie jadę, bo tu znalazłem cudowne bóstwa.

MATKA(zdziwiona, ale zadowolona ):
Proszę bardzo, wybór należy do pana.

KIRKOR:
Trudno mi podjąć taką decyzję. Starsza na modelkę by się nadała, a młodsza miss świata by została.
(Balladyna puszcza oko, Alina chowa twarz w dłoniach)
Matko proszę cię o radę.

MATKA:
To trudny wybór…Malin kiedyś nazbierały.
(biadoli) Oj, co to będzie!
(zamyślona) Coś starej matce przyszło do głowy:
„Randka w ciemno będzie”
(zdecydowanym ruchem sprząta ze stołu)

KIRKOR (ciężko siada:):
Niech się przynajmniej z ust różanych dowiem, czy mnie smukłe łanie kochacie.
O odpowiedź proszę Balladynę.

BALLADYNA (zależy jej na zdobyciu męża; mówi dramatyzując):
Nie śmiem wymówić TAK panie, ale ty zgadniesz, choć będę milczała.
(w stronę publiczności ironicznie) Jeśli mi kupisz, co będę chciała, na pewno będę cię kochała.

ALINA
Tak, panie! (na stronie) Nie będę wymyślać cudów, bo to moja szansa.

KIRKOR
Hmm…Spróbujmy zadać inne pytanie. Czym mnie zainteresujesz? O odpowiedź proszę teraz Alinę.

ALINA
Będę dzieliła twoje pasje. Jeśli zdecydujesz się na jazdę na desce lub rolkach, to będę podziwiała twoje popisy. Deskorolkę na dwie próby daj mi luby…

KIRKOR
Wystarczy, wystarczy. A to ciekawe. Co na ten temat powie mi Balladyna?

BALLADYNA:
(dramatycznie) O panie, jeśli w willi są czeluście, a ty każesz skoczyć…(W stronę publiczności – normalnym głosem ) Nie licz na to, nie skoczę!

KIRKOR:
Szkoda. Trzecie pytanie brzmi: Jak mnie rozweselisz, kiedy będę smutny? Proszę Balladyno.

BALLADYNA (mówi słodko):
Będziemy razem ćwiczyć dykcję: Rozłoszczony jeżozwierz szarżuje szaleńczo szeroką ścieżką. Powtórz mój miły.

KIRKOR (zrezygnowany macha ręką):
A ty Alino?

ALINA:
Będę ci czytać codzienną gazetę.( przegląda gazetę i czyta )

Kim była syrena? Aaa.. To półkobieta, która ryczała na alarm! O! Krzyżówka ulubiony samochód syreny, sprawdźmy, s  y  r  e  n  k  a,  syrenka, no jasne!

KIRKOR:
Jaki wybór trudny, chyba o pomoc poproszę Wróżkę Skierkodytę…

SCENA  III

WRÓŻKA – SKIERKODYTA (Skierkodyta =  Skierka + Edyta wchodzi przy dźwiękach muzyki,  przebrana za Cygankę wróży z kart):

No to słuchaj, młodzieńcze! Balladyna obiecuje żyć dłużej niż ty, bo do czeluści nie wskoczy, chętniej by ciebie tam widziała. Alina? Cóż,  jedyne na co możesz liczyć, to złamanie nogi w obronie deskorolki lub podczas jazdy w jej obecności. Jedynie pewny masz pobyt w szpitalu z nogą na wyciągu. Nie dopuszczaj żadnej do budżetu,                  bo zbankrutujesz. Nic ich nie powstrzyma, bezwzględne są, codziennie nowa limuzyna.

KIRKOR (bardzo zdziwiony):

Co teraz mam zrobić, powiedzcie dziewczyny!

BALLADYNA:
Myliłeś się ! Myślałeś, że znów pozwolimy się wygnać w maliny, o nie!

DZIEWCZYNY CHÓREM:
Nie wiesz, że inne są dzisiejsze dziewczyny!
(dziewczyny zbierają swoje rzeczy, obrażone kierują  się do wyjścia)

KIRKOR:
No tak. Za moich czasów…

WRÓŻKA  V:

Na księżycu czarnym wiszę

patrząc w gwiazd gasnących ciszę.

W mroku dumnym i bezgłośnym

ze strzaskaną harfą snów

płynę – szukam jej –

odnajdę ją… już… już…

KIRKOR (nagle olśniony):

Już wiem! Wybieram, wybieram: MATKĘ Aliny i Balladyny! (Klęka przed matką, wręcza jej pierścionek, matka zrzuca fartuch i chustkę – ukazuje się atrakcyjna kobieta. Wszystko przy dźwiękach „Marsza weselnego”. Zaskoczone dziewczyny z ociąganiem składają gratulacje).

WRÓŻKA – SKIERKODYTA:

Po łąkach i lasach z zeszytem biegała,

z pięknymi kwiatami śpiewała, tańczyła,

wiosną na kupałę wiła wianki z rosy,

poziomki, stokrotki wpinała we włosy,

i boso po rosie szukała swych wierszy,

pisała je pięknie i duszą i sercem /…/

 

Malowała wiersze kredką kolorową,

kwiatów polnych wonią i zapachem lata,

łezką obmywała, gdy smutek zapłakał,

Śmiechem wdzięcznym, szczerym ozdabiała lekko,

bo ona jest przecież prawdziwą poetką.

 

I wróżką jej przy tym nic być nie przeszkodzi,

zwierzętom pomoże i ludziom doradzi,

a dzieciom napisze wierszyk do poduszki,

kochajcie więc mili poetki i wróżki.

● ● ● _______________________

Opracowanie i wystawienie:  T.M.T., 2010 r.

Spektakl został wystawiony 10 kwietnia 2010 roku, podczas VIII MIEJSKICH KONFRONTACJACH TEATRALNYCH i zdobył puchar – wyróżnienie za „ciekawe spojrzenie  na  klasyczny tekst. Następnie był dwukrotnie prezentowany w zespole szkolnym.

Zdjęcia:
zdjęcie nr 1
zdjęcie nr 2

Autor

T.M.T

Według horoskopu celtyckiego jestem Jaśminem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 1 a 14 maja… / Zgodnie z horoskopem Majów jestem Szafirem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 23 kwietnia a 12 maja… Jestem numerologiczną Trójką. Według horoskopu solarnego, kto urodził się dnia 7 maja, nie sprzeniewierza się swym ideałom…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *