Arbuzy nie zawsze są czerwone, ale zawsze smaczne…

Inna rzeczywistość kusi, pociąga ją od szeregu lat… Każda podróż dla niej to, oprócz wrażeń, wędrówka w głąb siebie… Obserwacje, doświadczenia, które przemieniają się w mnóstwo refleksji, o sobie, o świecie… Chęć poznawania różnych zakątków zawsze zmusza do wychylenia się poza bezpieczną przestrzeń, ale ona robi to z prawdziwą przyjemnością. Ucieka przed stagnacją, ale chyba zdecydowanie bardziej wyrusza po przygodę, wrażenia, naukę, aby zatopić się w medytacji… Ten wakacyjny wyjazd wciąż był niepewny… Problemy zdominowały całe jej życie, ale ogromna pomoc zaoferowana przez dorosłe Maleństwo, sprawiła, że nastał dzień, gdy pojawiała się w Perle Świata…
Nieznajome Miasto już od pierwszych chwil ją zauroczyło, dostojne, finezyjne, eleganckie, ale hotel w tym momencie wydał się zupełnie zwyczajny, a ona przecież we wszystkim poszukuje uroku i niepowtarzalnego smaku. Może nie będzie źle – pomyślała i sięgnęła po telefon, bo przecież trzeba było Maleństwu i najbliższym wysłać choć krótkie wiadomości o szczęśliwym dotarciu na miejsce… O cudownych wrażeniach podczas lotu, jak o wszystkim innym, opowie po powrocie! Dopiero późnym popołudniem zauważyła, że pokój jest z widokiem na morze… i to jakie morze! Wyszła na balkon… Szafir w otoczeniu majestatycznych gór porażał pięknem, śródziemnomorska roślinność dodawała mu niesamowitego uroku! Chłonęła ten czar i zapach przez chwilę wszystkimi zmysłami… Zamyślona, skupiona na zwyczajnych czynnościach, na zachwycie naturą, nawet nie uświadomiła sobie, że ktoś z dołu uparcie jej się przygląda… Gdzieżby w tym momencie zaprzątała sobie głowę jakimś nieznajomym… Po hotelu krążyło mnóstwo różnych osób, personel, turyści, ale dla niej w tym momencie ważniejsze było poznanie tego nadzwyczaj urokliwego miasta, jego osobliwości, przedeptanie każdego zaułka… Chwyciła aparat i pomknęła… Życie przecież nie zawsze musi smakować jak słodkie arbuzy, ale powinno mieć ich barwę… Wakacje miały być orzeźwiającą kroplą źródlanej wody po wielomiesięcznych zmaganiach osobistych i zawodowych…
Nastał pierwszy poranek w tym niezwykłym miejscu… Wyszła na śniadanie do hotelowej restauracji… Alejka, prowadząca do niej, pod baldachimem z liści palm, otoczona oliwkami, figowcami, winoroślami, była tak urzekająca, że mogłaby tak kroczyć nią w nieskończoność… wprost do Nieba! Nie zdążyła jeszcze podejść do bufetu, gdy przywitało ją skinienie głowy i dyskretny, uroczy uśmiech przystojnego kelnera… Odwzajemniła go, po czym w pierwszej kolejności nalała sobie do filiżanki kawy z ekspresu… z mleczkiem, bo taką lubi najbardziej…Usiadła do stolika z talerzykiem, na którym leżało niewiele więcej oprócz paru plasterków pomidora i kilku zielonych oliwek, którymi delektuje się zawsze podczas lata… Dopiero wtedy zauważyła ten wzrok… Speszyła się, bo kto lubi być obserwowany przy posiłku…! Ale to nie trwało zbyt długo, bo wzrok był ozdobiony uśmiechem… Po chwili uświadomiła sobie, że to ten sam, który widziała wczoraj z balkonu… i znów poczuła się nieswojo, nie jest przebojową osobą, która rozpycha się przez życie, raczej przemyka przez nie niezauważenie, zatrzymując dla siebie to, co najważniejsze, jak smak arbuzów latem…
Ileż było tych poranków, przesyconych zapachem morskiej bryzy i okraszonych uroczym uśmiechem, miłym słowem, przyjemnym gestem…? Tych wieczorów stanowiących lustrzane odbicie tego, co rozpoczynało każdy czarujący dzień…? Dziewięć, może dziesięć, a potem… Cóż, nieszczęścia spotykają ludzi w każdej szerokości geograficznej, w każdym zakątku tego świata… Wyjechał do rodziny… Niby nic się nie zmieniło, to samo przepiękne miejsce, ta sama alejka obfitująca w cudowności natury, ta sama uprzejmość obsługi, a jednak brakowało jej tego uśmiechu, tych miłych powitań, drobnego zainteresowania, które dodawało smaku kolejnym dniom… Przecież arbuz nie zawsze jest bardzo czerwony, ale zawsze smaczny, soczysty… Doświadczała tego też codziennie, ale brakowało jej wtedy tych innych chwil… W podróży każdy dzień przynosi coś innego, dobrego lub złego, nie ma rutyny. Tak było i w jej przypadku…W jej duszę wkradł się cień smutku, choć przecież z innych przeżyć, doświadczeń cieszyła się jak dziecko. Wyjazd dobiegł końca, wróciła do domu… Wieczorem pierwszy raz po dwóch tygodniach sięgnęła po laptop i, jak rzadko kiedy, weszła w pierwszej kolejności na facebook… Jakież było jej zaskoczenie… Nie spodziewała się pozdrowień od Niego, tych serdeczności… tego uzupełnienia kolorów i smaków lata…
A arbuzy zastąpi rodzimymi jabłkami, bo choć często zielone, to i tak smakują wybornie… W życiu są takie niby nic nieznaczące chwile, których absolutnie nie można przegapić, bo bez nich życie jest jak wciąż nie do końca dojrzałe owoce, często piękne, ale niezbyt smaczne… Na całym świecie spotyka się wspaniałych, życzliwych ludzi, trzeba tylko pozwolić im żyć tak, jak oni sami chcą, nie niszczyć ich przestrzeni, nie modelować według własnej wizji. Dzięki temu można zdobyć niezapomniane, przemiłe doświadczenia, przeżyć chwile, które na długo zapadają w pamięć…

Autor

T.M.T

Według horoskopu celtyckiego jestem Jaśminem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 1 a 14 maja… / Zgodnie z horoskopem Majów jestem Szafirem… jak wszyscy urodzeni pomiędzy 23 kwietnia a 12 maja… Jestem numerologiczną Trójką. Według horoskopu solarnego, kto urodził się dnia 7 maja, nie sprzeniewierza się swym ideałom…

5 komentarzy do “Arbuzy nie zawsze są czerwone, ale zawsze smaczne…”

  1. Zauroczyłaś mnie swoim opowiadaniem Tamarko. Rzadko czytam takie wspaniałości…Ty spowodowałaś, że przez chwilę byłem tam razem z Tobą, niewidzialny i oglądałem ten obraz, o którym tak cudownie piszesz…dziękuję za te doznania…
    Pięknego dnia życzę, z cudownym Twoim uśmiechem…mocno pozdrawiam.

  2. Większość z nas lubi takie niespodziewane i niezmiernie przyjemne zdarzenia, które przed nami stawia los. Przemiło wspomina się takie chwile, niby nic takiego a absorbuje. Świetnie opisane Tamarko.

    Pozdrawiam i życzę dalszej owocnej twórczości.
    Pa:)

  3. Pięknie witam i serdecznie pozdrawiam Tamaro. Po długim okresie pobytu w otoczeniu dzikiej przyrody, gdzie internet nawet dotrzeć nie może, na jeden dzień powróciłem do cywilizacji i po otwarciu komputera jakże piękną opowieść przeczytałem. Tyle w niej zauroczenia i pięknych przeżytych chwil na papier przelanych i za serce chwytających. Ten codzienny pośpiech w życiu prywatnym i zawodowym i wreszcie wakacje i te iskierki i te fluidy, które życie czynią pięknym i chwile czynią niezapomnianymi i niepowtarzalnymi. To są te dni, które ładują akumulatory na cały kolejny rok. Dodają energii i siły do zmagania się z szarą codziennością, dla takich chwil i dni warto żyć i czekać na nie choćby i kolejny rok. I miał rację mądry człowiek mówiąc drugiemu aby często się uśmiechał do ludzi, bo nigdy nie wiadomo kiedy i kogo nasz uśmiech zauroczy i …. w niewolę marzeń, pragnień i tęsknot zabierze.
    Ale ja myślę, że dobrze się stało iż takie zakończenia tej pięknej opowieści napisałaś Tamaro. Ale ja już / po przeczytaniu tej opowieści kolejny raz / nie wiem czy to jest opowieść…. to jest samo życie Tamaro, samo życie ! I myślę, że takie opowieści nie rodzą się w umyśle tylko. Taka sytuacja się zdarzyć musiała i dlatego tak zapadła głęboko w pamięć i …. w serduszko też.
    A gdyby było inne zakończenie tej opowieści ? Dobrze byłoby czy też nie ….
    Posłuchaj wielce podobnej, chociaż o innym zakończeniu …. możesz ją nazwać baśnią….napisał ją Paulo Coelho – Twój ulubiony autor i niezwykle mądry człowiek.

    ” Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł
    o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego
    szybowania w przestworzach ku radosci tych ,którzy obserwowali go w locie.
    Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci.
    Serce jej mocno zabiło , oczy zalśniły z zachwytu ,gdy patrzyła jak z gracją szybuje po błękitnym niebie.
    Ptak poprosił ją by mu towarzyszyła i polecieli razem w pełnej harmonii.
    Kobieta podziwiała, czciła ,wielbiła kochanego ptaka.
    Lecz pewnego dnia pomyslała:
    A może on zechce odkryć ludzkie krainy , poznać odległe zakątki świata?
    I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się że już nigdy nikogo tak nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość,
    zazdrość o to, że ptak umie latać. Poczuła się samotna.
    Zastawie na niego pułapke – pomyslała.- Nastepnym razem gdy się pojawi już ode mnie nie odleci.

    Ptak który rownież był bardzo zakochany przyfrunał nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mogł się już z niej wydostać-stał sie więźniem.
    Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: Naprawdę cudowny, jaka jesteś szczęśliwa. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiajaca przemiana: ponieważ ptak stał sie jej własnoscią i nie musiała juz go zdobywać, przestał ją interesować. A on nie mogąc już latać z dnia na dzień pogrążał sie w coraz wiekszym smutku, pióra mu wyblakły skrzdła opadły a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
    Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki okazało sie ze ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwile nie przestawała o nim mysleć. Ale nie pamietała o klatce, pamietała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
    Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej zrozumiałaby, że tym co tak naprawde wzruszało ja w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata energia jego silnych skrzydeł. Utraciła sens życia i śmierć zapukała jej do drzwi. CZEMU PRZYSZŁAS?-zapytała ja udręczona kobieta.
    -Abyście mogli być znowu razem – odpowiedziała śmierć.
    Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać kochałabyś i podziwiałabyś go do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna byś mogła go odnaleźć.”
    Paulo Coelho

    Czy to opowiadanie jest li tylko fantazją czy też czasami zdarza się w naszym życiu ? Jeżeli to tylko fantazja Paulo to Twoja opowieść Tamaro jest prawdziwa i sytuacja w niej opisana zdarzyła się naprawdę ! Bo takie piękne sytuacje zdarzają się tylko w życiu. Czyż w obu tych opowieściach ich nici przewodnie nie łączą się gdzieś ? A może nawet niebacznie ale delikatnie się ze sobą splątały ?
    Pozdrowienia serdeczności posyłam .

    1. Za jeden uśmiech, za zwykłe dziękuję…

      Edwardzie, jesteś WSPANIAŁY JAK ZAWSZE, nie spodziewałam się… z całego serca dziękuję za przemiłe, życzliwe słowa, za tę cudną opowieść… Wszystko, co piszę, jest oparte na prawdzie, nie bawi mnie fantastyka poza baśniowymi historiami z alegorycznymi postaciami, bo są przepiękne! Życie samo dostarcza różnych tematów, jeśli tylko człowiek potrafi dostrzec te drobiazgi, które ubarwiają zwykłe chwile… a ja nie podchodzę do życia prześmiewnie, więc często potrafi mnie bardzo refleksyjnie zaskoczyć. Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz serdeczne dzięki…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.